IPB

Witaj Gościu ( Zaloguj | Rejestruj )

 
Reply to this topicStart new topic
> Recenzja: Neverwinter Nights 2 PL, ... Przygoda Nie Umiera Nigdy ...
Ocena 5 V
Caleb
post pon, 12 lut 2007 - 20:49
Post #1


Mentor
Ikona Grupy

Grupa: SuperModerator
Postów: 787
Dołączył: pon, 30 paź 06
Skąd: R.E.D.A.K.C.J.A.



(IMG:http://www.galeria.strefait.com/uploaded/NvN_2.jpeg)

Neverwiner Nights 2 PL

Wspominając czasy Baldur’s Gate trudno nie wpaść w sentymentalny i lekko nostalgiczny klimat dawnych lat. Eeeh ..., ile to już minęło od pierwszej, niezapomnianej przygody na urodziwym lecz pełnym niebezpieczeństw Wybrzeżu Mieczy? ... Ileż godzin spędziło się przemierzając szlaki między Wrotami Baldura a Beregostem w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące nas pytania? Ilu wrogów poległo zanim znaleźliśmy na nie odpowiedzi? Trudno zliczyć ... To były wspaniałe czasy, ponowna eskalacja komputerowych cRpg po wielu latach stagnacji zaowocowała powstaniem przynajmniej kilku wybitnych produkcji takich jak IceWind Dale, Fallout, Planescape Torment czy druga część fenomenalnego Baldura.

Jednak później coś zaczęło się psuć. IceWind Dale 2 nie zachwycał, namaszczony następcą sagi o dzieciach Bhaala Neverwinter Nights był w moim mniemaniu kompletną porażką. Naciągana, banalna, a co najgorsze przewidywalna i liniowa fabuła kompletnie wyjałowiła ten produkt z grywalności. Schematyczność rozgrywki single player była wręcz nie do zniesienia, każdy rozdział wyglądał podobnie, zlecane nam zadania przypominały często bardziej Diablo niż rasowe cRpg. Nie ukrywam - Neverwinter Nights to dla mnie największa zakała gier opartych na systemie AD&D w jakie dane mi było zagrać. Do sequela podszedłem więc z ogromną dozą sceptycyzmu. Szczególnie po obejrzeniu mało interesującego intra ...

Smród Portowca

Północny Port, niewielka wioska gdzieś pośród cuchnących bagien to mój dom rodzinny. Tutaj się wychowałem, tutaj mam znajomych, przyjaciół i rodzinę - w zasadzie tylko przybranego ojca, bo matka zginęła dawno temu, a On niezbyt chętnie poruszał ten temat. W każdym bądź razie miejsce zdawać by się mogło sielskie, spokojne i odizolowane od problemów świata zewnętrznego. Do czasu ... Czułem że któregoś dnia coś się wydarzy, po prostu to czułem ... I stało się! Bladym świtem, zeszłego wiosennego poranka, tuz po festynie dożynkowym wioska została znienacka zaatakowana przez hordy potworów. Na litość Tyra! Nigdy w życiu nie widziałem podobnych kreatur! Z wielkim trudem, zbiorowym wysiłkiem udało nam się obronić życie i gospodarstwa. Jednak wielu których znałem nie miało tyle szczęścia co ja .... Oby spoczywali w spokoju ... Nie do końca wiem czego szukali najeźdźcy, ale wydaje mi się że tego nie znaleźli. Pozostawili za to po sobie śmierć, pożogę i strach. W obliczu zaistniałych zdarzeń ojciec wysyła mnie w długą podróż do Neverwinter, powierzając coś szczególnego na przechowanie, coś co zawsze mam mieć przy sobie. Srebrny okruch, emanujący dziwną energią ... Czy dla tej niepozornej drobiny nasze ziemie spłynęły krwią niewinnych? Co jest takiego niezwykłego w tym kawałku kruszcu? Komu zależy na jego posiadaniu? W naszej wiosce nigdy nie znalazłbym odpowiedzi na nurtujące mnie pytana. Czas w drogę ...

Trzeba przyznać że fabuła już od pierwszej chwili zapowiada się całkiem intrygująco. Początkowo może nie przypomina epickiej opowieści, ale w miarę rozwoju wydarzeń ujawnia się wiele nowych, często zaskakujących faktów. Jak w każdej dobrej opowieści, nie zabraknie zwrotów akcji oraz dramatycznych decyzji. Znajdziemy się w centrum intryg i spisków, niebezpieczne organizacje będą czyhać na nasze życie i tylko zdobyci sprzymierzeńcy oraz przyjaciele niejednokrotnie pomogą nam ocalić skórę. Odkryjemy także kilka własnych tajemnic ... Zdradzać jakiekolwiek dokładniejsze szczegóły byłoby co najmniej niestosownie, tak więc wspomnę tylko że ważną role w tym spektaklu odegrają Król Cienia, Githianki i Luskan. Zapewniam, warto wgłębić się w opowieść, jako że nić fabularna nowego Neverwintera jest o wiele bardziej emocjonująca niż Gothic 3 czy Oblivion! To solidny kawał scenariusza który wciąga jak bagno (albo bajoro) nie pozwalając odejść od monitora zanim nie dotrzemy do sedna aktualnie rozwiązywanej sprawy. W porównaniu do pierwszego Neverwintera mamy więc OGRONY krok na przód. Jestem z całą stanowczością bardzo pozytywnie zaskoczony. I tego właśnie oczekiwałem od porządnego cRpg!

Bohater do wynajęcia

Najwyższy czas wkroczyć do akcji. Już w momencie kreacji głównego bohatera można zauważyć znaczny postęp w możliwościach jakie daje nam edytor postaci nowego Neverwintera. Zaczynamy klasycznie, od wyboru rasy którą mamy zamiar grać, i tutaj pierwsza niespodzianka. Oprócz doskonale znanych kasnoludów, półorków, elfów, gnomów czy ludzi doszła nowa - sferotknięci, czyli istoty z domieszką anielskiej bądź diabelskiej krwi. Zwrot diabelskie nasienie nabiera tutaj zupełnie nowego znaczenia ;]. Ale to nie koniec. Dostaniemy w wielu przypadkach możliwość wybrania pod rasy, a wśród nich między innymi drowa, leśnego elfa, tarczowe i złote krasnoludy czy też głębinowe gnomy svirfnebli. Pod rasy są generalnie potężniejsze od swoich „zwykłych” braci, wolniej awansują rekompensując to specjalnymi zdolnościami takimi jak odporność na magię czy czasowa niewidzialność. Warto pamiętać iż w późniejszej rozgrywce różnica dwóch poziomów nie jest już tak dotkliwa, podczas gdy otrzymane bonusy rasowe szybko procentują. Sytuacja podobna jak w IceWind Dale 2. Dalej wybieramy wygląd naszego herosa, niestety nie mamy przesadnego pola do popisu - modyfikacje obejmują min.: kolor skóry, włosów, pasemek czy kształt twarzy. Niektóre modele - szczególnie elfów lub orków - wyglądają trochę dziwnie i nienaturalnie. Istotną dla niektórych zmianą może być brak portretu postaci który zastąpił trój wymiarowy wizerunek.

Teraz czeka nas prawdopodobnie najważniejszy wybór, czyli klasa prowadzonej postaci. Tutaj bardzo ważna sprawa, należy dobrze zapoznać się z nowymi, niedostępnymi od początku klasami prestiżowymi takimi jak Krasnoludzki Obrońca, Rycerz Dziewiątki czy Harfiarz. Klasy prestiżowe, oprócz konkretnych potężnych profitów mają bowiem swoje sztywne wymagania, przynależność do nich często wymaga odpowiedniego charakteru czy kontaktów z organizacjami w Krainach. Warto więc poczytać zanim ostatecznie wykreujemy swoją postać. Później nie będzie już odwrotu. Odnośnie charakterów, w NvN 2 mamy do wyboru aż dziewięć kombinacji, po trzy dla złego, dobrego i neutralnego – absolutne optimum. Nowością jest także wybór bóstwa, a wśród nich sama towarzyska śmietanka: Bane, Tyr, Cyric, Lolth oraz dziesiątki innych. Wybór „opiekuna” nie ma większego znaczenie na przebieg rozgrywki. Statystyki zasadniczo nic się nie zmieniły, poza tym że niska inteligencja nie ma już większego wpływu na przebieg dialogów, akurat ten pomysł autorzy mogli zaczerpnąć z poprzednika. Ponad to do rozdysponowania dostaniemy przeszło 100 atutów, w tym wiele nowych niespotykanych w NvN ani IWD2. Zalecam uważne czytanie szczegółowych opisów aby optymalnie dobrać umiejętności według preferencji. Kończąc ten etap pozostaje tylko wybrać życiorys, który ma delikatny wpływ na to jak będziemy postrzegani przez innych (można nic nie wybierać i zostać szarym obywatelem) oraz imię i głos postaci. W ten sposób kreację głównego bohater mamy za sobą.

Magia i mlecz

Newerwinter Nights 2 oparto o najnowszą wersję AD&D, oznaczoną numerem 3,5. Osobiście nie jestem wielkim zwolennikiem tej edycji, jako że zauważam w niej kilka sprzeczności które nie specjalnie przypadły mi do gustu. Pewnie dlatego iż z trudem mogę pojąc fakt, gdy mroczny elf może zostać paladynem lub krasnolud druidem. Zbytnia dowolność w wyborze klas dla poszczególnych ras w moich oczach nie do końca jest „realna”, o ile za realia przyjmie się świat AD&D. Zdecydowanie bardziej przychylnie patrzyłem na drugą edycję. No ale pozostawmy te uprzedzenia za sobą, teraz to już bez znaczenia, zajmijmy się więc meritum sprawy. Wraz z nową edycją dostaniemy kilka nowości. O nowej rasie postaci już wiecie - sferowcu. Teraz czas na nową profesję, Warlocka czyli rodzimego Czarnoksiężnika. Worlock zupełnie inaczej traktuje sztukę magiczną niż Mag, zdecydowanie bliżej mu do Czarownika. Zaklęcia przez niego rzucane określane są mianem inkantacji, skupiających się na ogromnej sile uderzenia która rośnie wraz z poziomem czarującego. Niektóre inkantacje można łączyć, uzyskując w ten sposób bardzo efektowne i śmiertelne kombinacje. Ponad to Czarnoksiężnik może nosić lekkie zbroje bez ryzyka zepsucia czaru, a odpowiednie rozwijane umiejętności w połączeniu z trafnym doborem ekwipunku pozwoli zakładać nawet płytówki. W końcu prawdziwy mag bitewny.

Istotnych zmian samej mechaniki gry, w stosunku do BG czy NvN nie ma za wiele jakby się mogło wydawać. Nadal obowiązuje kombinacja czas rzeczywisty plus pauza w dowolnym momencie, podczas której przydzielamy poszczególnym postaciom ich zadania - kogo mają atakować, jakie czary rzucić etc. Rozwiązanie sprawdzone i bardzo praktyczne. Z drobnych udogodnień można wyliczyć między innymi szybki odpoczynek który trwa maksymalnie 5 sekund oszczędzając nam czasu. W moim mniemaniu dziwnym pomysłem jest odradzanie się bohaterów po śmiertelnym zejściu. Tak jest na poziomie łatwym i normalnym, kiedy to postać umiera, aby za chwilę odrodzić się niczym po użyciu czaru zmartwychwstanie. I po co komu kapłan w drużynie? Rozumiem że gry mają być bez stresowe ale odrobina motywacji do kombinowania i planowania powiązana jednocześnie z konsekwencjami podejmowanych decyzji nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Rozwiązaniem tego „problemu” jest zwiększenie poziomu trudności., ale z drugiej strony nie każdego może takie rozwiązanie satysfakcjonować. Co najmniej zastanawiający jest też fakt, dlaczego złodziej nie może okraść sprzedawcy podczas handlu. Taka możliwość była między innymi w pierwszym Baldurze, więc tym bardziej dziwi jej brak. Interface jest dosyć intuicyjny chociaż miejscami bywa niewygodny. Większość czynności specjalnych (powalenie, zręczne ręce) wybieramy z rozwijanych menusów po chwilowym przytrzymaniu prawego przycisku myszy - takie rozwiązanie do najpraktyczniejszych i najszybszych zdecydowanie nie należy. Sam wygląd inwentarza został dobrze rozplanowany, plecak podzielono na pięć części, w każdej można dowolnie magazynować ekwipunek. Ikony przedmiotów cieszą oko, są bardzo kolorowe i nie ma problemu z odróżnieniem sztyletu od długiego miecza czy halabardy. Czytelny dziennik w którym elegancko odseparowano zadania bieżące, wykonane oraz notatki własne został wzorowo zaplanowany. Do wyglądu mapy podręcznej również nie mam zastrzeżeń, w przejrzysty sposób zaznaczono na niej najważniejsze miejsca. Osobny punkt należy poświęcić umiejętnościom z dziedziny rzemiosła. Otóż do stworzenia czekają dziesiątki, jeżeli nie setki unikatowych przedmiotów! Mikstury, zbroje, biżuteria jak również broń. Już nie musimy liczyć tylko na szczęście oraz asortyment sprzedawców, możemy wziąć sprawy w swoje ręce. Nie jest to jednak takie proste. Aby coś stworzyć należy, po pierwsze posiadać nań recepturę, odpowiednie składniki oraz właściwe umiejętności. Samych składników jest ogromnie wiele, kilka rodzajów kruszców, kamieni szlachetnych, skór, esencji ... ciężko policzyć. Gdy już mamy wszystko skompletowane umieszczamy składniki na odpowiednim warsztacie, rzucamy zaklęcie lub łapiemy za młot kowalski żeby sfinalizować proces. Niejednokrotnie stworzenie przedmiotu wymaga korzystania z kilku umiejętności rzemieślniczych, jedna postać to za mało do poważniejszych przedsięwzięć.

Zapominane Krainy

Zadania jakie przyjdzie nam wykonywać sporo zyskały na swojej atrakcyjności. Co prawda do ideału jak zwykle trochę brakuje, mimo to nie można zarzucić im przesadnej schematyczności lub wtórności. Większość z misji, pomimo iż nie jest zbytnio skomplikowana, bardzo dobrze wypada w ogólnym rozrachunku, trzyma poziom dając sporo satysfakcji z wykonania. Żałuje tylko że sporadycznie występują zagadki i łamigłówki, wygląda na to że czas takich elementów w grach cRpg powoli przemija ... Wśród zadań odnajdziemy zlecenia ratunkowe, detektywistyczne, typowo ofensywne w których wypróbujemy nasze walory bojowe oraz kilka dosyć nietuzinkowych takich jak rozprawa przed sądem (!). Czyli dla każdego coś miłego. Jedna sprawa tylko lekko mnie zniesmaczyła. Dopiero gdy ukończyłem grę, uświadomiłem sobie jak zastanawiająco mało jest misji typowo pobocznych. Normalnie uznał bym to za poważną wadę ale w ciągu fabularnym NvN 2 jakoś szczególnie się tego nie zauważa. Widocznie zamiarem twórców było aby wciągnąć gracza w wir wydarzeń nie pozwalając na nudę i rozkojarzenie. Muszę przyznać że wyszło im to znakomicie. Wspomnę jeszcze tylko słówko że z czasem dorobimy się własnego zamku wraz z przylegającymi ziemiami i wojskiem. Pełnia szczęścia.

Pasjonujące podróże nie mogą się obejść bez wycieczek w plener. Jak już wspominałem, terenem naszych działań będzie osławione Wybrzeże Mieczy, oraz szereg lokacji na nim umieszczonych. Do przemieszczania posłuży nam mapa po której podróżujemy z lokacji do lokacji. Nie ma możliwości ruszenia w świat z wolnej stopy tak jak w Oblivionie, zawsze ograniczeni będziemy „ramami” danej planszy. Szkoda, tym bardziej że ogromne światy bez barier zaczynają być powoli standardem w grach cRpg, czego w NvN nie uświadczymy. Zapewniam jednak że na samą przyjemność rozgrywki ma to niewielki wpływ. A gdzie nas nogi poniosą? Zwiedzimy nie mało. Przedzierać będziemy się przez bagna, lasy, niebezpieczne trakty, pustkowia i skaliste stepy opanowane przez orków. W trakcie wyprawy odwiedzimy kilka pomniejszych miasteczek, warowni, strażnic, katakumb oraz oczywiście serce północy czyli tytułowe Newerwinter. Swoją drogą jak na metropolię, ulice NvN świecą pustkami, a do gigantycznej większości domostw poza sklepami i budynkami powiązanymi z questami nie można zajrzeć (tudzież włamać ;]). Jakość wykonania odwiedzanych miejsc, podobnie jak sama grafika jest odrobinę lepsza niż przeciętna, ot trzyma poziom. Sytuację poprawia fakt, iż lokacje są stosunkowo zróżnicowane stylistycznie, szczególnie jeżeli za punkt odniesienia wziąć cześć pierwszą, której wielką bolączka była dobijająca monotonia.

Zapomniane Krainy to nie domowe przedszkole, za każdym krzakiem czyha śmiertelne niebezpieczeństwo i trzeba stale mieć się na baczności. Poza tym gra bez nich nie miałaby większego sensu, a autorzy doskonal sobie z tego faktu zdają sprawę. Naturalną konsekwencją takiego stanu rzeczy, ku uciesze tłumów, jest oczywiście ogromna ilość starć z wrogiem. Staniemy więc ryj w ryj z orkami, hordami nieumarłych wszelkiej maści, jaszczuroludzi, sferowcami, golemami, smokami, olbrzymami ... Szczególnie smoki robią wrażenie swoimi rozmiarami, są po prostu ogromne, a walka z nim to nie lada wyzwanie nawet dla doświadczonej drużyny ...

Drużyna, ah drużyna, gdy jest ... gdy jej ni ma ... samotnyś jak pies

Nareszcie powróciła drużyna pełną gębą! Dokładnie tego brakowało mi w poprzedniku. Radość jest tym większa, że „przydupasa” z NvN który ślepo biegał za nami, nie wnosząc zbyt wiele do samej rozgrywki na dobre pożegnaliśmy. Teraz każdy napotkany npc, którego będziemy mogli przyłączyć do drużyny jest swoistą indywidualnością. Ma własną, często dosyć zawiłą historię bądź problem, w który naturalnie powinniśmy się zaangażować. Posiada własne przekonania i uprzedzenia, a nasza postać może wpływać na jego postępowanie kształtując przy okazji charakter współtowarzysza. Tak więc na przykład marzeniem Kehelghara Żelaznej Pięści jest wstąpić do zakonu mnichów, jako że kiedyś w uczciwej walce (rozrabiał w karczmie hehe) dostał od nich solidne lanie ;]. Zafascynowany tym faktem, postanowił przyłączyć się do zakonu by zgłębiać tajniki sztuk walki. Nie jest to jednak takie proste, ze względu na „trudny” i wybuchowy charakter krasnoluda, a bycie mnichem wymaga pokory, poświęcenia i otwartego umysłu. Khelghar musi więc przejść szereg prób, w których to nasza postać odegra istotna rolę. Poza tym przyjdzie mu jeszcze odzyskać przychylność swojego klanu. Ale to już zupełnie inna historia. Całkiem ciekawie prawda? A to tylko jedna postać z całej „palety”. NPC jest w sumie kilkanaście, wśród nich takie ewenementy jak diabelstwo łotrzyk, kapłan Githzerai (sferowiec) czy niziołek bard (wyklepany gość ;]). Mało tego. Npc cały czas zabierają głos w konwersacjach, prowadzą kłótnie w których potrafią ładnie dogadać swojemu rozmówcy, często tez zaproponują nam skorzystanie ze swoich indywidualnych umiejętności, bądź poradzą wyjście z problemowej sytuacji. Do dziś z uśmiechem na ustach wspominam ostrą bitkę na słowa w gospodzie pod „Zatopionym Dzbanem” pomiędzy Neeshką, Khelgharem i Quarą - jednym zdaniem „jaja jak berety” ;].

Nie każdego może uradować fakt gdy podczas rozgrywki kilkukrotnie, odgórnie dostaniemy przydział kogoś do drużyny, ze względu na tok fabuły, gdyż owa postać odgrywa w tym momencie kluczową rolę, i nie obejdziemy się bez jej pomocy. Podobnie jest na początku gry kiedy to nie można odmówić niektórym npc chęci przyłączenia się do nas. Trochę irytuje takie narzucanie woli, mimo to w trakcie gry można dojść do wniosku, iż w zasadzie urozmaica i wzbogaca to przygodę. Ból zmian jest o tyle zminimalizowany, że postacie odłączone od drużyny pokornie czekają w gospodzie na nasz powrót, która z początku jest naszą bazą wypadową. Do tego automatycznie wyrównują poziom doświadczenia gdy wrócimy. Dobrze przemyślane rozwiązanie

Skoro było kilka pochwał, to teraz czas na krytykę. Zdecydowanie zabrakło ustawienia formacji i szyków drużyny przez co postacie biegają gęsiego za przywódcą .... Programiści najwyraźniej zapomnieli o tak oczywistym dodatku, znanym dobrze z wielokrotnie wspomnianych Baldurów i IceWind Dale. Zamiast tego do dyspozycji oddano zakładkę, w której ustawiamy zachowanie naszych podopiecznych min.: automatyczne używanie magicznych przedmiotów czy czarów Polecam już na początku włączyć wszystkim tryb marionetek żeby oszczędzić sobie nerwów z przyczyny nadmiernej inicjatywy npc, i przejąć nad nimi pełna kontrolę. A.I podopiecznych również nie jest powalająca, nierzadko zatrzymują się gdzieś na mapie zamiast podążać za przywódcą, niezbędna jest wtedy nasza interwencja co niepotrzebnie dekoncentruje. Reasumując, samo zarządzanie drużyną mogłoby być lepiej przemyślane i skoordynowane, mimo to jestem usatysfakcjonowany.

Technikalia

Ostatnimi czasy trochę się pozmieniało na podwórku gier cRpg bądź pseudo cRpg. Teraz takie tytuły jak Oblivion czy Gothic 3 wyznaczają standardy w grafice 3d, zatracając często sam sens gry fabularnej, w pogoni za doznaniami estetycznymi. Wszystko było by w porządku, pod warunkiem że zachowa się odpowiednie proporcje miedzy strona techniczna a merytoryczną. W teorii brzmi to bardzo dobrze, ale praktyka dobitnie pokazuje że zazwyczaj twórcom gier trudno jest taki kompromis osiągnąć - wystarczy wspomnieć tutaj Obliviona czy Gothic 3. Neverwinter 2 zmierza w innym kierunku. Stawia na fabułę, i nie ma co ukrywać że oprawę wizualną posiadł w gruncie rzeczy dosyć przeciętną. Na uwagę zasługują stosunkowo dobrej jakości tekstury oraz nie najgorzej wykonane modele postaci, prezentowane w przerywnikach filmowych. Drzewa i cała roślinność prezentuje się okazale, ale i tak sporo gorzej od Obliviona lub G3. Efekty czarów trzymają odpowiedni poziom wykonania, są bardzo kolorowe chociaż niezbyt spektakularne, szczególne cieszą oko zaklęcia ofensywne oparte na ogniu. Przyjemnie ogląda się wspominane wcześniej filmy na silniku gry których jest całkiem dużo. To dziwne, ale grafika w nich sprawia dużo pozytywniejsze wrażenie niż „na żywo” w ruchu. Tak na marginesie, z dalszej odległości obrzydliwie prezentuje się woda, przypominając bardziej czarną ciecz, z bliska wygląda już przyzwoicie. Poza tym, mamy kilka standardowych efektów min.: zmienne pory dnia.

Generalnie oprawa graficzna NvN 2 ujdzie w tłumie, nie wyróżniając się ani na plus ani na minus, chociaż przypomina z lekka relikt poprzedniej epoki, szczególnie na słabszych maszynach. Wodotrysków z pakietu Dx9 próżno tutaj szukać. Zdecydowanie nie dla tych co lubią tylko podziwiać widoczki. Absolutnie by mi to nie przeszkadzało gdyby nie wymagania sprzętowe ... To są chyba jakieś kpiny że produkt prezentujący tak mało wyszukane rozwiązania graficzne, działa marnie na maszynie klasy x2@2700 , 2GB Ram, 7600GT (620/1640). Z całym szacunkiem, ale 25 fps (średnio) przy 1280x1024 i z lekka zredukowanych cieniach? Bez AA i AN? Są też momenty gdzie klatki lecą drastycznie w dół. Za taka „pracę” należy się ekipie optymalizującej biczowanie na środku gościńca, bądź obrzucanie nieczystościami wszelkiej maści przez rozjuszony tłum. Pocieszający jest fakt, że nawet „marne” 20 klatek w NvN 2 nie jest zbytnio dokuczliwe, i w zupełności wystarczy do komfortowego grania. Mimo wszystko niesmak pozostaje.

Teraz odrobinę o tym, co sączy się z głośników. Więc oprawa audio stoi dla przeciwwagi na bardzo wysokim poziomie, nie ma się do czego przyczepić. Muzyka trzyma poziom poprzednich gier z cyklu BG, ICW czy chociażby NvN, jest odpowiednio epicka i wzniosła. W opcjach znajdziemy sporo ustawień zestawów głośnikowych do 7.1 włącznie no i oczywiście EAX. Mam nieodparte wrażenie że wykorzystano także motywy muzyczne z pierwszego Neverwintera. Na uznanie zasługuje muzyka w karczmie, bardzo przyjemnie spędza się przy niej czas nad kufelkiem złocistego trunku. Miłym dodatkiem na czasie, jest fakt iż wszystkie przerywniki filmowe zostały zdubbingowane. Ci którzy nie lubią czytać albo mają słaby wzrok powinni być usatysfakcjonowani. Pozostałe kwestie dotyczące oprawy audio omówię w następnym rozdziale, poświęconym polonizacji jako że nierozłącznie łączy się z tym aspektem.

Na koniec jeszcze kilka słów przeciw. Po pierwsze, praca kamery jest mocno nie zadawalająca, często gdy wychodzimy z lokacji przestawia się na bardzo niewygodny kąt, a my oglądamy ścianę. Wszystkie możliwości jej ustawienia jakoś nie specjalnie mi pasowały, dopiero po kilku godzinach grania zdołałem się przyzwyczaić. Podobna sytuacja ma miejsce w filminkach. Po drugie, znalazłem kilka ciężkich błędów takich jak „wykonanie nieprawidłowej operacji programu” w momencie gdy chcemy sprzedać przedmiot w sklepie, zamiast ok wciskając enter. Niby to samo ale zamiast złota w naszym mieszku oglądamy pulpit. Gra bez ostrzeżenia się wywala. Zdążają się również zadania nie do wykonania (o jak ładnie brzmi). Przykładem może być ratunek kapitana Fortu Locke, który za nic nie ma ochoty podążać za nami aby wydostać się z lochów. W konsekwencji nie można dalej kontynuować tego wątku i zgarnąć nagrody za ciężko wykonaną prace.

Po Polskiemu

Za wersję polską odpowiada niezmordowany CD-Project przodujący w tego typu przedsięwzięciach. Pamiętając poprzednie ich dokonania, zakładałem że poziom wykonania polonizacji powinien stać na najwyższym poziomie. I generalnie nie zawiodłem się. Co do głosów postaci, to zawsze można mieć jakieś „ ale” w porównaniu z oryginałem, mimo to naprawdę nie ma tutaj powodów do narzekań. Aktorzy włożyli trochę serca w odgrywane role, w głosach czuć kto jest pompatyczny, złośliwi, skory do bitki czy zarozumiały. Kilka razy podczas gry zdarzy się kwestia czy „dymek” nie przetłumaczona która najwyraźniej gdzieś ekipie polonizatorów umknęła, ale są to sporadyczne przypadki. Poważniejszym błędem są „dziury” w kwestiach wypowiadanych przez npc podczas przerywników. Zdarzają się sytuacje, (od połowy gry dosyć często) gdy głos po prostu znika. Następne zdanie jest już w pełni dubbingowane więc wygląda to ewidentnie na błąd wersji PL, psujący z deka całokształt pracy, choć podejrzewam że najbliższy patch poprawi tą usterkę. Za samą polonizację daję solidne 8.

Słowo na niedzielę

Muszę przyznać że Neverwinter Nights 2 bardzo miło mnie zaskoczył. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz grałem w tak dobre cRpg. Doskonała fabuła, przekonywujące postacie, bardzo długi czas gry oraz niezwykła grywalność są głównymi atutami omawianej produkcji. Podczas zabawy nie nudziłem się ani przez chwilę, wręcz przeciwnie - gdyby nie obowiązek pójścia rano do pracy pewnie zarwałbym kilka nocek więcej. Przeciętna grafika czy drobne błędy nie są w stanie zepsuć pozytywnego wrażenia. Zdecydowanie warto zainwestować w nową produkcję Obsidian i Atari, warta jest każdej wydanej nań złotówki. Oprócz samej gry, na płytach znajduje się jeszcze rozbudowany edytor scenariuszy o którym można by napisać osobny artykuł, soundtrack, poradnik, instrukcję oraz książkę w realiach Forgotten Relams. Jeżeli narzekasz na nudę, koniecznie zaopatrz się w NvN 2, ale uważaj, ta podróż może trwać bardzo długo.

Plus i Minus: 90/100

+ Fabuła
+ Klimat
+ Długość rozgrywki
+ Wersja PL
+ Grywalność

- Wymagania i przeciętna grafika
- Niewygodna praca kamery
- „Dziury” w dubbingowanych dialogach
- Mało zadań pobocznych
- Kilka małych buraczków

Ten post edytował Caleb czw, 28 lut 2008 - 00:37
Go to the top of the page
 
+Quote Post

Fast ReplyReply to this topicStart new topic
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:

 



Wersja Lo-Fi Aktualny czas: piątek, 18 maj 2012 - 10:36
IPS Driver Error

IPS Driver Error

There appears to be an error with the database.
You can try to refresh the page by clicking here