![]() ![]() |
sob, 09 lut 2008 - 22:11
Post
#1
|
|
![]() Mentor Grupa: SuperModerator Postów: 787 Dołączył: pon, 30 paź 06 Skąd: R.E.D.A.K.C.J.A. |
(IMG:http://www.galeria.strefait.com/uploaded/RTCW_Box.jpg)
Return To Castle Wolfeinstein Druga wojna światowa kryje wiele mrocznych sekretów oraz zagadek. Po dzień dzisiejszy krążą legendy które przedstawiają przywódców III Rzeszy jako okultystycznych guru, szukających sposobu na wygranie wojny nie tylko konwencjonalnymi metodami. Na przestrzeni lat zrodziło się wiele intrygujących opowieści, które sugerowały iż naziści niejednokrotnie zgłębiali najskrytsze sekrety ludzkości, poznając tajniki cudownych technologii. Czas nieubłaganie mija, a mroczna aura wojennych tajemnic wcale nie słabnie, podsycana przez nurty science fiction oraz poszukiwaczy skarbów Rzeszy, przybiera w pop kulturze rodzaj specyficznego socjologicznego zjawiska. Dziwny wstęp jak na recenzję gry? Nie do końca, bowiem Return To Castle Wolfeinstein, pomimo że jest fpp osadzonym w realiach II wojny światowej bardzo mocno akcentuje pierwiastek fantastyczny, a dokładnie paranormalne powiązania III Rzeszy ... Historia lubi się powtarzać Od czasu premiery Wolfenstein 3D spod igły Id Software minęło już 9 długich lat, ale nareszcie dziadek wszystkich fpp doczekał się swojej reinkarnacji na miarę XXI wieku. Od 1992 zmieniło się bardzo wiele w dziedzinie gier w ogóle, tak więc stworzenie kolejnego super hitu na miarę Wolfa 3d może okazać się niezwykle trudnym zadaniem. Co ciekawe Id Software sprawowało jedynie mentalną pieczę nad całością produkcji dbając o dobra jakość produktu, samą realizacją zaś zajęły się dwa oddzielne studia developerskie. Gray Master (min.: Kingpin) odpowiedzialne jest za tryb single, multiplayer natomiast zapewnia Nerve Software. B.J. Blazkowicz ponownie powraca. Agent specjalny OSA o dziwnie znajomym nazwisku ponownie musi udowodnić złym Niemcom kto tu jest nadajnik, a kto odbiornik. Jednak tym razem nie tylko Naziści będą jego zmartwieniem … W dziewiątym wieku po Chrystusie, wielki Książe Niemiecki Heinrich pragnie za wszelką cenę stworzyć własne niezależne państwo od panującej obecnie monarchii Franków. Odkrywa więzy krwi swojego narodu z pradawnym barbarzyńskim lecz niezwykle silnym i walecznym ludem. Przy użyciu czarnej magii wskrzesza zastępy zombie i mrocznych rycerzy, którymi planuje podbić ówczesną Europę. Plany ekspansji krzyżuje mu jednak samotny mnich, który po morderczym pojedynku zamyka Heinricha pod gruzami grobowca … Jest rok 1943, Naziści po długich poszukiwaniach, na rozkaz Heinricha Himmlera zaczynają wykopaliska w zgliszczach dawnego Mauzoleum w celu odnalezienia szczątków dawnego wodza i wykorzystania jego mrocznej esencji aby zniszczyć aliantów. Jednak to co znajdą przerasta nawet ich chore aspiracje, a duchy przodków wcale nie mają ochoty słuchać rozkazów … Fabuła moim skromnym zdaniem jak na fpp jest bardziej niż gut! Oryginalna, intrygująca i klimatyczna, czego chcieć więcej? Kilkukrotnie będziemy nawet ścigać „wielkiego złego” czyli Heinricha Himmlera w własnej osobie który notorycznie będzie uciekał nam sprzed nosa. No ale w końcu jakieś realia historyczne musiały zostać zachowane. To prawda że nić fabuły jest jedynie pretekstem do bezpardonowej rzezi, ale w końcu gramy w fpp prawda? Przyznać trzeba że jako strzelanina RTCW sprawdza się nad wyraz dobrze, oferując maksimum dynamicznej i ekscytującej zabawy. Tylko niektóre nieliczne momenty można zaliczyć jako odrobinę monotonne, niemniej całość prezentuje się bardzo dobrze. Trzeba także jasno podkreślić że RTCW to zupełnie inna gra pod względem klimatu niż konkurencyjne Medal of Honor które stawia na bardziej realne scenariusze, wyposażenie i przeciwników. Wspólny jest głównie mianownik II wojny światowej. Britisz Komando! Ju hef noł Czens tu eskeip! Blazkowicz to bezpretensjonalny twardziel, więc jego zadanie jest proste - zniszczyć wszystko i wszystkich przy okazji ratując świat, w końcu RTCW to „czystej krwi” fpp bez jakichkolwiek dodatków. Esencją gry jest nieustanna walka z przeważającymi siłami wroga, więc podstawą jest pełny magazynek i zasób apteczek w razie zadrapań czy skaleczeń. Do wykonania mamy siedem misji z których każda została podzielona na kilka etapów. Zaczynamy w ponurym lochu zamku Wolfenstein z którego trzeba czym prędzej nawiać, gdyż naziści przygotowują już dla nas zestaw wymyślnych tortur. Po drodze zahaczymy o zasypaną śniegiem bawarską wioskę, katakumby, gotycki kościół, tajną bazę broni rakietowej czy miasto opanowane prze siły wroga. Szczególnie w pamięci zapadają poziomy umiejscowione w katakumbach, to już nie wojenne fpp - to horror! Dzielni niemieccy chłopcy którzy zapuścili się zbyt głęboko w korytarze przekonali się jak smakuje topór z dziesiątego wieku. Z grobowców i sarkofagów podnoszą się po tysiącletnim śnie nieumarli, łaknący krwi żywych. pulsujące światła pochodni oświetlają tylko niektóre rejony, tam gdzie blask światła nie dociera lepiej nie zaglądać gdy amunicji brak … Poważnie, podziemia potrafią napędzić niezłego cykora, klimat leje się wiadrami i wielka szkoda że tak szybko ten rozdział się kończy. Na szczęście z naszymi szczupłymi i wyschniętymi kolegami spotkamy się jeszcze kilkukrotnie. Lokacje mają charakter liniowy i próżno szukać kilku dróg do celu, który zazwyczaj również do skomplikowanych nie należy. W zasadzie największą wadą gry jest bezpretensjonalność i liniowość, tylko jedna misja wymaga powściągliwości i pozostania we względnym ukryciu, pozostałe zadania ograniczają się wyłącznie do strzelania. No ale jak wspomniałem gramy w czystej krwi fpp prawda? Miłym urozmaiceniem podczas eksterminacji „rasy panów” będzie szukanie poukrywanych w lokacjach skarbów III Rzeszy. Mogą to być zarówno sztabki złota, relikwie czy pradawne artefakty. Mimo iż szukanie samych kosztowności jest bardzo przyjemnie, to nie mamy z tego tytułu absolutnie żadnych korzyści prócz satysfakcji, co trochę dziwi, jako że znalezienie wszystkich sekretów nie jest łatwe. Zastanawia mnie jeszcze jedna sprawa, skoro istnieje możliwość wychylenia się zza rogu, czemu prowadzenie ognia w ten sposób jest niemożliwe? Złe potwory Henryka Himmlera Mięsiwa armatniego nie zabraknie podczas gry nawet na chwilę. Początkowo natkniemy się jedynie na standardowych żołnierzy SS w różnych wdziankach wyposażonych w konwencjonalną broń palną, ale to dopiero początek problemów. Zanim się obejrzymy trzeba będzie w morkach katakumb walczyć z zombie i przedwiecznymi rycerzami których tarcze zamieniają nasze ołowiane pociski w rykoszety. Gorzej jeżeli dojdą nam do ryja, wtedy nawet paciorek nie pomoże. Dalej natkniemy się na elitarne oddziały odzianych w lateks SS Girls zabójcze połączenie urody, bezwzględności i skuteczności. Nie zabraknie również jednostek specjalnych SS które będą miały bardzo efektowne wejście, ale o tym cicho sza. Pozostała grupa oponentów to już super żołnierze oraz trudne do opisania maszkarony powstałe w Nazistowskich laboratoriach. Przy okazji wycieczki krajoznawczej spotkamy również kilku mniej lub bardziej wymagających bossów. Ogólnie menażeria jest bardzo urozmaicona, trzeba przyznać że na nudę nie można narzekać. A.I. przeciwników również stoi na wysokim poziomie, szczególnie gdy weźmiemy na cel ich bardziej „ludzkich” przedstawicieli. Piechurzy i oficerowie potrafią wykorzystywać uwarunkowania terenu aby się osłonić, ale największe wrażenie robią żeńskie odziały SS. Panienki wykonują efektowne zwody i przerzuty do tego są piekielnie szybkie więc trudno je trafić, że o ponad przeciętnej skuteczności prowadzenia ognia nie wspomnę. Reszta menażerii stawia raczej na siłę ognia i opancerzenie co negatywnie odbija się na inteligencji. Tak więc super żołnierzy i mutantów trzeba po prostu „lać” ile wlezie w razie potrzeby przeładowując magazynek za rogiem. Słówko o siewcach ołowiu i innych zabójczych materiałów czyli giwerach. Arsenał w RTCW nie przytłacza ilością oferowanego wyposażenia, ale znajduje się w nim kompleksowe wyposażenie każdego szanującego się super bohatera. Mamy więc autentyczne zabawki z lat czterdziestych zeszłego stulecia takie jak pistolet Luger, Mauser, karabiny MP40, Sten i Thompson, Pancerfausta czy rozrywkowe granaty. Na uznanie zasługuje miotacz płomieni i cudowny efekt rozpylanego ognia - po prostu coś pięknego. Od czasu do czasu będzie nawet okazja dosiąść się do MG42! Reszta asortymentu jest już bardziej fantastyczna - minigun Venom czy elektryczny karabin pulsacyjny (?) Tesla to zdecydowanie inna bajka która osobiście nie do końca mnie przekonuje. W każdym bądź razie do wyboru do koloru. Odnośnie Venoma, mam wrażenie że jest to mały ukłon w stronę pierwszego Wolfa, gdzie zadaniem Blazkowicza było właśnie zniszczenie projektu super broni. Technikalia Nowego Wolfensteina napędza bardzo popularny ostatnimi czasy silnik Q3 Arena, ten sam z resztą jaki zastosowano w Medal of Honor. To doskonała wiadomość, bowiem silnik Q3 jest uznaną i sprawdzoną marką szczególnie, o ile nie jedynie wśród gier fpp. Dzięki temu grafika RTCW jest po prostu świetna. Tekstury otoczenia i obiektów stoją na bardzo wysokim poziomie, modele postaci prezentują się doskonale, a efekt ognia po prostu powala. Zastrzeżenia można mieć jedynie do szaro burego nieba przypominającego czasy Quake 1, oraz wyposażenia niektórych pomieszczeń które bywa niestety bardzo ubogie. W niektórych levelach widać także kilka motywów zaczerpniętych wprost z Wolfenstein 3D między innymi portrety Adolfa H. czyli gentelmana z wąsikiem, gdzieniegdzie w zamku stoją rycerskie zbroje, a na ścianach wyeksponowano flagi ze (a jakże) swastykami. Ale to tylko niuanse. Interakcja z otoczeniem także stoi na odpowiednim poziomie. Sporą część elementów, szczególnie w wnętrzach można zniszczyć wyżywając się na flagach, obrazach, krzesłach, radiostacjach itp. Muzyka już podczas instalacji rzuca się w ucho, jest doskonale dostosowana do panujących realiów. Tylko jej różnorodność pozostawia sporo do życzenia. Wszystkie odgłosy, strzały, wybuchy są przedniej jakości i nie mam tutaj nic RTCW do zarzucenia. Wymagania nie powinny nikogo zaszokować. PIII 500, 128 Mb plus Geforce wystarczają do komfortowej gry przy zachowaniu rozsądnych detali. To nawet jak na obecne czasy nie jest high end. Słowo na niedzielę Przyznać się muszę że tematyka o jaką ociera się Return to Castle Wolfenstein bardzo przypadła mi do gustu. Wprowadzenie ponadnaturalnych motywów w połączeniu z nazistami wyszło grze na dobre tworząc niepowtarzalny klimat. RTCW to klasa sama dla siebie, gra pełna akcji i dynamiki która czasami potrafi wystraszyć. To co prawda klasyczne fpp do bólu powielające stare schematy czyli idź i zabijaj, ale w formie i realizacji nadzwyczaj wciągającej i grywanej. Solidna pozycja która z mety wchodzi do panteonu najlepszych gier fpp w historii. Bardziej niż gut! Plus i Minus: 95/100 + Tematyka i realia + Genialna grywalność + Oprawa graficzna i muzyczna + Fenomenalny klimat + Dobra optymalizacja + Lokacje i przeciwnicy + A.I. - Bezpretensjonalna i liniowa - Niektóre misje odstają od reszty (IMG:http://www.galeria.strefait.com/uploaded/SHOT0034.JPG) (IMG:http://www.galeria.strefait.com/uploaded/SHOT0097.JPG) (IMG:http://www.galeria.strefait.com/uploaded/SHOT0125.JPG) (IMG:http://www.galeria.strefait.com/uploaded/SHOT0096.JPG) |
|
|
|
nie, 10 lut 2008 - 23:33
Post
#2
|
|
![]() Junior ![]() ![]() Grupa: Użytkownik Postów: 79 Dołączył: śro, 16 sty 08 |
Świetna gra, jedna z moich ulubionych - pozniej przezucilem sie na ET (IMG:style_emoticons/default/smile.gif)
|
|
|
|
wto, 12 lut 2008 - 13:50
Post
#3
|
|
![]() Junior ![]() ![]() Grupa: Użytkownik Postów: 85 Dołączył: śro, 16 sty 08 |
Dawne dzieje, ale trzeba przyznac ze gra do dzis kopie tylek - gram aktualnie sobie w nia w pracy w chwili wolnego, a radocha przednia - recenzja przypomniala mi o niej (IMG:style_emoticons/default/smile.gif)
|
|
|
|
wto, 12 lut 2008 - 19:40
Post
#4
|
|
![]() Wujek Cięta Riposta ; D Grupa: SuperModerator Postów: 149 Dołączył: pon, 04 gru 06 Skąd: Rypin |
utknelem w katakumbach i dalej nie grałem (IMG:style_emoticons/default/laugh.gif)
Recka jest nice (IMG:style_emoticons/default/wink.gif) |
|
|
|
![]() ![]() ![]() |
| Wersja Lo-Fi | Aktualny czas: piątek, 18 maj 2012 - 10:39 |