![]() ![]() |
sob, 09 lut 2008 - 22:06
Post
#1
|
|
![]() Mentor Grupa: SuperModerator Postów: 787 Dołączył: pon, 30 paź 06 Skąd: R.E.D.A.K.C.J.A. |
Autor Recenzji: Pioorek
(IMG:http://img64.imageshack.us/img64/7302/scok2.jpg) Tony Montana. Bohater jednego z najpopularniejszych filmów gangsterskich. Któż go nie zna? Chyba nie ma takich osób. Bezwzględny, a zarazem prosty, człowiek z Kuby mówiący bez przerwy „fuck” w końcu doczekał się „egranizacji”. W głośnikach znów zabrzmiały muzyczne hity lat 80-tych, a na ekranach graczy można zobaczyć piękne kobiety spacerujące po plażach Miami. Tony stracił swoją pozycję w przestępczym świecie, ale wraca w wielkim stylu, aby ją odbudować i pokazać kto tu tak naprawdę rządzi. Od czego wszystko się zaczęło… Fabuła w Scarface: The world is yours jest przedstawiona w dość ciekawy i nietypowy sposób. Mianowicie, akcja rozpoczyna się w miejscu, gdzie kończy się film. Tony dzierży w ręku karabin i strzela do ludzi, którzy zaatakowali jego posiadłość (nie chcę pisać kto i dlaczego to zrobił, aby nie zdradzać fabuły filmu jak i gry) i jest zmuszony do ucieczki. Uświadamia sobie kto zniszczył jego piękną wille i ściągnął go na samo dno. Nie pozostaje mu nic innego, jak odbudowa imperium i sroga zemsta. Tak w skrócie przedstawia się początek historii - należy wspomnieć o tym, że fabuła gry miesza się z tą z filmu. Aby w pełni zrozumieć co się dzieje, należy najpierw pójść do kina. W przeciwnym wypadku, już na samym początku rozgrywki odkryjemy końcówkę filmu, a w późniejszych etapach nie do końca będziemy rozumieć o co dokładnie chodzi. Video Strona wizualna gry nie jest najlepsza. Można ją porównać do tej z GTA: Vice City, tyle że w Scarface jest więcej cieni. Zauważyłem również, że kolorystyka w tej grze jest jakby wyblakła. Kolory są ciemne i właściwie nie czuć, że jesteśmy w Miami. Może wydać się to śmieszne, ale po paru dniach spędzonych z tym tytułem grafika zaczyna denerwować - w GTA było czuć, że jesteśmy w słonecznym i gorącym mieście, tutaj mam wrażenie, iż znajduję się w brudnym Nowym Jorku Możliwe, że przesadzam, ale trochę prawdy w tym jest. Jeżeli graficznie grze daleko jest do najnowszego 3dmarka, to przynajmniej wymagania sprzętowe powinny być małe, czyż nie? Oczywiście, że tak, ale słowo „optymalizacja” jest obce twórcom gry. Klatki spadają na łeb i szyje, co prawdopodobnie jest winą głównie cieni, których jest wiele - są rzucane przez drzewa, samochody, czy przechodniów. Audio Muzyka w grze jest świetna. Usłyszymy tutaj wiele dobrze znanych piosenek z filmu - „Push it to the limit”, „Rush Rush”, „She’s on fire” i inne typowe kawałki lat osiemdziesiątych. Swoją drogą, Tony nosi przy sobie podręczny odtwarzacz na kasety i może włączać muzykę w każdej chwili, nawet gdy nie jest w samochodzie. Więc jeżeli gonisz szefa mafii, strzelasz do niego i go wyzywasz - nic nie stoi na przeszkodzie, aby umilić sobie ten nudny pościg, wystarczy jedynie wcisnąć kilka przycisków i już w tle leci wybrana piosenka. Prawda, że wygodne? Poza muzyką dobrze wykonano również dźwięki z otoczenia. Samochody wydaja przeraźliwe piski przy skręcaniu, a odgłosy strzałów z broni brzmią bardzo głośno i dosadnie. AK-47 wydaje charakterystyczny huk, a echo M-4 roznosi się po całym mieście. Słowem - wszystko jest na miejscu. Warto wspomnieć, że głosu Tonemu nie użyczył Al Pacino, który zagrał główną role w filmie. Zdecydował on, że jest za stary i jego sposób mówienia nie pokrywa się z tym filmowym. Całe szczęście to nie przeszkadza, ponieważ dubler wykonał kawał dobrej roboty „Say hello to my little friend!" Brzmi znajomo? W przeciwieństwie do grafiki i wymagań, walka akurat jest mocną stroną gry. Jak dobrze wiemy, w serii GTA jadąc samochodem można było strzelać jedynie w prawo i w lewo oraz prosto, a to jedynie w przypadku motoru. W Scarface jest inaczej. Tutaj można podczas jazdy celować i strzelać bronią swobodnie. Narzędzi zbrodni mamy wiele - mi.n. AK-47, M4, Desert Eagle i inne pistolety, wyrzutnia rakiet oraz… piła łańcuchowa. Jest kilka kategorii spluw i mamy w czym wybierać. Sam sposób strzelania jest wykonany dość intuicyjnie. Jak to wygląda? Wciskamy i przytrzymujemy prawy przycisk myszki i Tony sam namierza wroga (coś jak auto-celowanie na konsolach) a my jedynie strzelamy za pomocą lewego przycisku w myszce. Niby banalne i monotonne, ale ogólnie się sprawdza i sama walka bardziej przypadła mi do gustu, w przeciwieństwie do serii GTA. W kupie siła! A.I jest na bardzo średnim poziomie. Przeciwnicy nie potrafią strzelać zza rogu ściany, nie mówiąc już o tak skomplikowanych czynnościach jak zachodzenie gracza z flanki. Programiści tutaj się nie popisali, właściwie poszli na łatwizne - zamiast spróbować obdarzyć wrogów większym IQ, z biegiem misji zostaje drastycznie podniesiony poziom trudności. Przeciwnicy stają się coraz mocniejsi i jest ich więcej. Nie lubię takich rozwiązań, momentami gra przypominała serię „Serious Sam”, tak bardzo, że aż czasami bałem się, iż moja broń odmówi mi posłuszeństwa - bo kto chciałby harować w takich warunkach? Tętniące życiem miasto? A gdzie tam! Na pewno pamiętacie oblegane przez imprezowiczów nocne kluby, piękne zachody słońca i inne atrakcje z filmu? Niestety tutaj tego nie uświadczymy, budynki wyglądają jak kartony, a w mieście nic się nie dzieje. Jedyny klub, do jakiego można wejść, to wszystkim dobrze znany „Babilon” - i to by było na tyle. Co prawda znajdziemy tutaj różne sklepy, które mogą przynosić nam dochód (o czym później) ale nigdzie nie możemy się zabawić. Szkoda, że pominięto tak ważną, integralną część filmu. Jak już napisałem, na sklepach możemy zarabiać. Wystarczy wejść do takowego i odkupić go od sprzedawcy (czasem przed tym musimy wykonać dla właściciela jakąś misje). W ten sposób dane miejsce generuje nam dochód, który musimy zbierać co jakiś czas. Oczywiście nie jest to takie proste, ponieważ nasze budowle często są atakowane przez nieprzyjazne gangi, więc prowadzenie interesu nie jest spokojną sielanką. Właśnie - gangi. Gdyby nie one, miasto całkowicie straciłoby swoją żywotność. Miami jest podzielone na kilka stref, gdzie każda grupa jest w posiadaniu jednej. Odbijając różne tereny zyskujemy respekt, który z kolei jest nam potrzebny aby awansować na kolejne poziomy, dzięki czemu możemy kupować lepsze bronie. Fizyka? Pfff! Tutaj również nie jest za dobrze. Podczas gry nie zauważyłem, aby w jakikolwiek sposób można było oddziaływać na otoczenie. Niestety, skutecznie to obniża doznania płynące z gry. Jakby tego było mało, wrogowie „giną” tylko na kilka sposobów. Jeśli więc liczysz na to, że nieprzyjaciel, po twoim strzale z shotguna, wleci finezyjnie w stos skrzynek, a te upadną z gracją na ziemie - to się przeliczyłeś. To samo tyczy się modelu jazdy, który jest strasznie toporny. Samochody prowadzą się jak po lodzie - kiedy tylko wsiądziesz do jakiegoś pojazdu, to na pewno szybko zamarzysz aby z niego jak najprędzej wysiąść. Podsumowanie Scarface: The world is yours to gra średnia. Z jednej strony ciekawie zrealizowana walka, system rozbudowy imperium poprzez kupowanie sklepów, a z drugiej marny model jazdy, mętna grafika, duże wymagania. Czy dobre strony tego tytułu wystarczą, aby gracze przekonali się co do gry? Wątpie, po ok. 4 godzinach gry zaczyna wiać nudą, strzelaniny z przeciwnikami przestają bawić, a smętne miasto zaczyna odpychać nas od monitora. Jeśli jesteś fanem filmu - graj bez wahania. Jeśli jednak przygody Tonego Montany są ci obce – kupujesz na własne ryzyko! Plusy i Minus: 60/100 + Muzyka + Postać Tonego Montany - Grafika - Model jazdy - Wymagania sprzętowe - Fizyka - A.I przeciwników |
|
|
|
![]() ![]() ![]() |
| Wersja Lo-Fi | Aktualny czas: piątek, 18 maj 2012 - 10:40 |